•21 październik, 2009 • Dodaj komentarz
Pusty kubek po kawie.
•8 lipiec, 2009 • 6 komentarzy – Wesołych Świąt Bożego Narodzenia!
Życzył mi pół miesiąca temu pacjent szpiatala psychiatrycznego w Toruniu.
Urodziłam się w mieście, gdzie widok mężczyzn i kobiet w piżamach w ciągu dnia na ulicy – nie robi wielkiej różnicy. Mogą tak stanąć w sklepie w kolejce do kasy, siadać na ławkach w parku czy odwiedzać miejscowe muzeum. Często zawierają nowe znajomości, wiodą nawet ożywione życie towarzyskie: machają z daleka ręką, z bliska zaś robią ukłon przy powitaniu. Intensywnie obserwują otoczenie, są więc dobrymi obserwatorami.
Można powiedzieć, że to moje miasto z dzieciństwa jest trochę senne. Zaspani ludzie w piżamach chodzą po parku powolnym krokiem. Wolno zwiedzają muzeum, długo przesiadują na ławkach. Dzieciństwo nie miało kilku rzeczywistości, pamiętam że poważniej traktowałam sny i marzenia. Było widać horyzont. Nie to, co teraz.
Przeniosłam swoją teraźniejszość w inne rejony, oddalone od tego zagłębia marzeń i iluzji, a więc podzieliłam swoją przestrzeń na rzeczywistości różne. Mniej mi się śni i mniej myślę o snach. Marzenia? Hm, raczej dociekam ogólnego sensu (i) znaczenia. Dorośli ludzie mówią o przyszłości, a nie o marzeniach. Pomieszkuję czterysta kilometrów od miejsca, w którym został dom.
Lubię się przesiadać. Kiedy jadę do domu, wysiadam na Centralnej i wypijam kawę z automatu. W tej Warszawie i w drodze, dociera do mnie że rozmieniam się na drobne już nie tylko przy automatach. Mówi się, że szczegóły są ważne, ale nie wspomina o tym, że tylko dopóki nie straci się wizji całości. Najlepiej, gdyby szczegóły traktować po całości i celebrować codzienność codziennie.
Bruno dojrzewa do dzieciństwa, a mnie ta kawa w poczekalni przywraca do życia. Moim marzeniem jest być tu, teraz i sobą. Wyrzucić razem z kubkiem po kawie z automatu całą resztę kształtów. Banał.
