Krystyna Janda śpiewała:
I love you Cię…
W skomplikowanym układzie dnia brakuje czasem śmiałości. Przy tak wielkim natłoku elementów wprost proporcjonalnie wzrasta prawdopodobieństwo naruszenia całej konstrukcji. Jednym nieuważnym gestem.
. . . .
No więc zakładamy nogę na nogę, reką przytrzymujemy się za biodro, czasem utkwimy wzrok w dali za pomocą oka. Unieruchomione w ten sposób nieuchronnie brane jesteśmy za oczekujące. Trunde? Ech, wręcz t o p o r n e.
A tymczasem przepis na historię zwaną bajką musi przecież istnieć, skoro tyle ich nam już opowiedziano. Musi być możliwość pochwycenia prawideł baśni we własne ręce i puszczenia wodzy fantazji. Siedząc pewnego popłudnia na pełnym morzu pościeli, pomiędzy filiżanką kawy a kubkiem kakao, z brakiem gofra który chodził za mną już od południa – zwątpiłam.
Najzwyklej zwątpiłam w bajki.
Chciałabym, żeby coś mogło mnie jeszcze uratować. Może zmiana drogi, którą wracam do domu?
. . . .
Jak umierają małe dziewczynki (K. E. Zdanowicz)
nam – małym dziewczynkom które nie potrafią
skrzydeł odlepić jak tarczy z fartuszka
dorosnąć bez bólu i w końcu zrozumieć
że wszystko się kończy – wyjątkiem jest pustka
mówi się
przestańcie się wygłupiać
płakać w łazience
stroić smutne minki
jesteście duże
bądźcie rozsądne
- i jak już macie umierać
zróbcie to porządnie -
niech będzie dużo kamer
niech będzie mnóstwo krwi
umierajcie piękne i nagie
z elegancją rozmachem
znajomością zasad gry
otwierajcie oczy
zagryzajcie usta
jesteście na scenie
w swej najlepszej roli
a my patrzymy na nich
i umieramy tak jak nasze matki
- nieudolnie nieśmiało
bez końca powoli -

