Bye (ki).

•19 maj, 2009 • 3 komentarzy

Krystyna Janda śpiewała:
I  love you Cię…

408365468_bb6ed2c5ebW skomplikowanym układzie dnia brakuje czasem śmiałości. Przy tak wielkim natłoku elementów wprost proporcjonalnie wzrasta prawdopodobieństwo naruszenia całej konstrukcji. Jednym nieuważnym gestem.

.   .   .   .

No więc zakładamy nogę na nogę, reką przytrzymujemy się za biodro, czasem utkwimy wzrok w dali za pomocą oka. Unieruchomione w ten sposób nieuchronnie brane jesteśmy za oczekujące. Trunde? Ech, wręcz  t o p o r n e.

A tymczasem przepis na historię zwaną bajką musi przecież istnieć, skoro tyle ich nam już opowiedziano. Musi być możliwość pochwycenia prawideł baśni we własne ręce i puszczenia wodzy fantazji. Siedząc pewnego popłudnia na pełnym morzu pościeli, pomiędzy filiżanką kawy a kubkiem kakao,  z brakiem gofra który chodził za mną już od południa – zwątpiłam.

Najzwyklej zwątpiłam w bajki.

Chciałabym, żeby coś mogło mnie jeszcze uratować.  Może zmiana drogi, którą wracam do domu?

.   .   .   .

Jak umierają małe dziewczynki (K. E. Zdanowicz)

nam – małym dziewczynkom które nie potrafią
skrzydeł odlepić jak tarczy z fartuszka
dorosnąć bez bólu i w końcu zrozumieć
że wszystko się kończy – wyjątkiem jest pustka

mówi się

przestańcie się wygłupiać
płakać w łazience
stroić smutne minki

jesteście duże
bądźcie rozsądne
- i jak już macie umierać
zróbcie to porządnie -

niech będzie dużo kamer
niech będzie mnóstwo krwi
umierajcie piękne i nagie
z elegancją rozmachem
znajomością zasad gry

otwierajcie oczy
zagryzajcie usta
jesteście na scenie
w swej najlepszej roli

a my patrzymy na nich
i umieramy tak jak nasze matki

- nieudolnie nieśmiało
bez końca powoli -

Jaki jest stosunek między nieobecnością a wiecznością?

•3 maj, 2009 • 4 komentarzy

A. Kubin, Madness

Ustalanie wietrznej sypkości.

Człowiek może przejść wiele – więcej. Dopóki istnieje drugi, w rzeczywistości bądź wyobraźni. Choć w końcu i tak wychodzi na jedno. Drugi jest założeniem przestrzeni, więc może też rzeczywistości. Drugi jako liczba – brzmi racjonalnie. Jak kolejna lekcja poprawnego myślenia. Myślenie jednak pozostaje w sferze wyobrażeń.

Spokojność moja układa się jak “nigdy”, czyli rozpina na nieistniejących punktach myśli, których dość mam traktowania z góry – a więc gdzieś w przestrzeni euklidesowej. Żyje w sposób, którego nie rozumiem. Więc nie jest to życie racjonalne, które potrafiłabym przewidywać na podstawie dotychczasowych obliczeń, a korzystając z rachunku prawdopodobieństwa.

Bezczelnie nie liczę się z innymi, bo uważam to za wyrachowanie.

Umiejętność gry według własnych zasad, nawet wtedy gdy zostaje się z niej wyrzuconym. Stawianie wszystkiego na jedno i branie pod zastaw. Z wszystkich zastosowań liczb najbardziej podobają mi się gry. Mimo świadomości, że wygrać może tylko jedna osoba – gramy. Takiej decyzji nie podjąłby rozsądek.

Jeszcze ciekawiej jest z samym życiem. Tylko pomyleńcy mogą obliczać je tak, by wychodziło im, że warto żyć.